Książki z macierzyństwem w tle

Dzień Matki zbliża się coraz większymi krokami. Zaraz, zaraz… to już za 2 dni!
W tym roku jest to święto szczególnie mi bliskie, gdyż – jak dobrze przecież wiecie – sama jestem już mamą ♥ Życzeń córcia jeszcze mi nie złoży, ale jej uśmiech jest w stanie zrekompensować wszystko :) Dzisiaj jednak nie o tym. Dzisiaj chciałabym zwrócić uwagę na coś innego (choć poniekąd w temacie). Okazało się bowiem, że ostatnimi czasy przeczytałam kilka ciekawych książek. I co najistotniejsze – były to książki z macierzyństwem w tle (no tak się jakoś przypadkiem złożyło). I pomyślałam, że to dobra okazja, aby Wam o nich pokrótce opowiedzieć (tudzież przypomnieć, bo część z nich doczekała się recenzji na blogu), a tym samym zachęcić do sięgnięcia po nie tudzież sprezentowania ich swoim (choć innym też można) mamom. Z doświadczenia wiem, że dobrze się czyta o tym, co nam bliskie.



Gdy zaufasz nie tym, co trzeba…

Dzisiaj swoją polską premierę ma książka, która zebrała świetne rekomendacje m.in. od takich pisarzy jak: Harlan Coben czy Tess Gerritsen. Przyznaję, że był to główny powód, dla którego z taką ciekawością sięgnęłam po ten tytuł, choć tym samym trochę się bałam, że treść nie będzie w stanie sama się obronić i że znowu zadziała jedynie świetnie poprowadzony marketing…

Zaryzykowałam.
Uff…



Szaleństwa panny…

Wszyscy mamy swoje tajemnice. Większe lub mniejsze, ale jednak. Czasem nie mają one zbyt wielkiego wpływu na nasze życie lub, co ważniejsze, na życie innych ludzi – m.in. gdy związane są jedynie z naszymi „cichymi” uczuciami względem drugiej osoby. Innym razem jednak – gdy owe uczucia stają się „prowodyrem” mało godziwych czynów – zdają się decydować o naszym (i innych) losie. I właśnie Lady Audley z powieści Mary Elizabeth Braddon miała taką tajemnicę…

Tajemnica Lady Audley - Mary Elizabeth Braddon


Historia małego włóczęgi

Charliego Chaplina znają wszyscy (prawda, że znacie?). Mały, zabawny mężczyzna, ze śmiesznym wąsikiem, w przydużych spodniach, z melonikiem na głowie i laską w dłoni, i ten jego „kaczy chód” (oczywiście, że wszyscy go znacie – nie mam co do tego żadnych wątpliwości). Zastanawiam się jednak, czy oby na pewno wszyscy znają go wystarczająco dobrze. Wszak Charlie Chaplin to nie tylko ta jakże kultowa już postać małego włóczęgi. Charlie Chaplin, a właściwie Charles Spencer Chaplin, to jedna z pierwszych i jedna z największych gwiazd kina niemego, jeśli nie kina w ogóle. Stworzył „Charliego”, wyreżyserował go i zagrał, dzięki czemu zyskał sławę na cały świat. Jeśli jednak nic ponad to jedno skojarzenie z trampem nie przychodzi Wam do głowy, to zachęcam, byście zajrzeli do książki Petera Ackroyda – wówczas dowiecie się aż nadto…